Referendum czy polityczna zasadzka? Ciechocinek na zakręcie

Data:

W uzdrowisku, które latami stanowiło symbol relaksu i zdrowia, rozpętuje się polityczna burza — i to nie przez debatę nad nową fontanną czy ukwieceniem deptaka, ale przez groźbę odwołania burmistrza przed końcem kadencji. Mieszkańcy zawiązali komitet, złożyli formalne zawiadomienie i rozpoczęli procedurę zbierania podpisów pod referendum ws. odwołania burmistrza Jarosława Jucewicza.

Ta inicjatywa ma już swoje imię i twarz – Marta Modrzejewska-Komosińska – oraz konkretny cel, coraz głośniej artykułowany w mediach społecznościowych: „Nie zgadzamy się na to, jak dziś traktowany jest Ciechocinek. To nasze miasto i nasze uzdrowisko”.

Brzmi to jak wycinek intensywnej lokalnej debaty, ale kiedy przełożymy to na język prawdziwej polityki samorządowej, wychodzi coś więcej: czy mieszkańcy chcą realnej zmiany, czy ktoś próbuje przetestować mechanizmy demokracji bezpośredniej na gorącym organizmie miasta?

Sporny grunt pod tężniami

Bezsprzecznie iskrą, która zapaliła lont, była inwestycja w sąsiedztwie tężni solankowych – chodzi o plan budowy biogazowni i kompostowni przy oczyszczalni ścieków. Podczas jednej z ostatnich sesji Rady Miejskiej radni odmówili zabezpieczenia ~39 mln zł na realizację tych planów.

Ale to, że rada nie zabezpieczyła środków, nie oznacza, że temat zniknął. Wręcz przeciwnie: stał się osią lokalnych emocji i, jak się wydaje, pretekstem do próby odwołania burmistrza, bo za jego kadencji te plany są nadal – formalnie – procedowane.

Nie da się ukryć: to nie jest drobny lokalny spór o inwestycję – to test siły społecznej i władzy wykonawczej w jednym.

Referendum – narzędzie czy broń?

Referendum gminne jest jednym z niewielu instrumentów demokracji bezpośredniej, które mieszkańcy mogą wykorzystać, by realnie wpłynąć na kierunek zarządzania miastem. Ale instytucje, które mają służyć dialogowi społeczno-samorządowemu, zaczynają w Ciechocinku wyglądać jak polityczna broń zamiast narzędzia obywatelskiego.

To może zabrzmieć ostro, jednak nie chodzi tu o personalne ataki. Chodzi o język i ton debaty publicznej: kiedy mieszkańcy zaczynają zestawiać działania urzędu z bezpośrednim atakiem na lidera, to nie jest już zwykła różnica zdań. To staje się wojną narracji, w której rolę rozstrzygającą ma odegrać ów mechanizm odwołania.

W demokracji lokalnej burmistrz jest tu nie dla siebie, lecz dla mieszkańców – to oczywiste. Ale jeśli inicjatywa referendalna zaczyna przypominać serię politycznych wystrzałów w krótkim odstępie, powinniśmy się zapytać: czy naprawdę chodzi o dobro miasta, czy o pretekst do zmiany elit bez jasnej strategii dla mieszkańców?

Burmistrz odpowiada: dialog czy defensywa?

Jarosław Jucewicz w swoim oświadczeniu podkreślił, że szanuje prawo mieszkańców do korzystania z narzędzi demokracji bezpośredniej i zobowiązał się uszanować wynik ewentualnego głosowania.

Nie trzeba być gorącym zwolennikiem burmistrza, by zauważyć pewną paradoksalność tej reakcji: wobec krytyki, która wisi nad jego działaniami, odpowiedzią jest podkreślenie sukcesów inwestycyjnych. To częsty chwyt w polityce samorządowej – zamiast merytorycznie rozprawić się z zarzutami, buduje się narrację o „osiągnięciach”, których znaczenie dla społeczności bywa oceniane różnie.

I tu pojawia się pytanie, które nie jest retoryczne: czy burmistrz rozumie protest społeczny, czy tylko opisuje własne sukcesy? I odwrotnie – czy komitet referendalny przedstawia realną alternatywę, czy mechanicznie buduje opozycję wobec każdego ruchu władz miasta?

Kogo naprawdę reprezentuje referendum?

Ostatecznie to nie komitet, nie burmistrz i nie radni będą głosować w referendum. To mieszkańcy Ciechocinka.

Jeśli to narzędzie zostanie wykorzystane w sposób odpowiedzialny i oparty na jasno określonych argumentach – może być zdrowym elementem samorządowej debaty. Jeśli jednak stanie się areną konfliktów bardziej personalnych niż programowych, zagrozi temu co najważniejsze: spójności lokalnej wspólnoty.

Żadna inwestycja – nawet sporna – nie jest warta tego, by społeczeństwo lokalne dzielić na obozy, które widzą jedynie „my” kontra „oni”. A to właśnie ryzyko, które wisi nad Ciechocinkiem.

Bo referendum to nie jest tylko głosowanie. To moment prawdy dla miasta, które musi zdecydować, czym jest: wspólnotą dialogu, czy areną sporu bez końca.

Udostępnij:

spot_img

Ciekawoski

Informacje
WLC24TV

Włocławek stawia na nocną „ciszę alkoholową”. Nowe przepisy od kwietnia 2026

We wtorek 24 lutego 2026 roku podczas sesji Rady...

Pijany lekarz na dyżurze we Włocławku — skandal, który mógł się skończyć tragedią

Szpital we Włocławku miał w sobotę poranek, którego nikt...

Marsz pamięci czy marsz polityczny? 1 marca we Włocławku i pytanie, komu służy historia

1 marca w kalendarzu państwowym widnieje jako Narodowy Dzień...