Pięcioletnia dziewczynka wypadła z 11. piętra wieżowca na włocławskim Południu. Jej 21-letnia matka była pod wpływem alkoholu. Ta tragedia rodzi nie tylko pytania o odpowiedzialność rodzicielską, ale także o rolę edukacji zdrowotnej i wsparcia młodych rodziców w Polsce.
Włocławkiem wstrząsnęła informacja o tragicznym zdarzeniu, do którego doszło w piątek na osiedlu Południe. Pięcioletnia dziewczynka wypadła z okna mieszkania znajdującego się na 11. piętrze jednego z wieżowców. Dziecko zostało przetransportowane śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego do szpitala. Jak poinformowały służby, opiekę nad dziewczynką sprawowała 21-letnia matka, która w chwili zdarzenia znajdowała się pod wpływem alkoholu. Badanie wykazało około jednego promila alkoholu w jej organizmie. Śledczy ustalają obecnie dokładne okoliczności tragedii oraz przebieg wydarzeń poprzedzających wypadek.
To wydarzenie wywołało ogromne poruszenie nie tylko we Włocławku, ale również w całym regionie. Trudno się temu dziwić. Każda informacja o dziecku walczącym o życie budzi emocje, współczucie i naturalną potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytanie: jak mogło do tego dojść? Zwykle jednak po kilku dniach zainteresowanie opinii publicznej słabnie, a dyskusja kończy się na analizie samego zdarzenia. Tymczasem warto spojrzeć na tę tragedię szerzej i zastanowić się, jakie problemy społeczne mogą kryć się za podobnymi historiami.
W tej sprawie uwagę zwraca wiek matki. Kobieta ma obecnie 21 lat, a jej córka pięć lat. Oznacza to, że została matką mając zaledwie 16 lat. Oczywiście sam młody wiek nie przesądza o tym, czy ktoś będzie dobrym rodzicem. Wiele młodych matek i młodych ojców doskonale odnajduje się w swojej roli i z ogromnym zaangażowaniem wychowuje dzieci. Nie można jednak ignorować faktu, że rodzicielstwo wymaga dojrzałości emocjonalnej, odpowiedzialności i umiejętności przewidywania konsekwencji własnych działań. Tymczasem większość szesnastolatków nadal znajduje się na etapie dorastania, poszukiwania własnej drogi życiowej i budowania swojej tożsamości.
Warto powiedzieć to wprost: biologiczna zdolność do posiadania dzieci nie jest tym samym co gotowość do ich wychowywania. Fakt, że organizm młodej dziewczyny jest zdolny do zajścia w ciążę, nie oznacza automatycznie, że jest ona przygotowana psychicznie, emocjonalnie i społecznie do ponoszenia odpowiedzialności za drugiego człowieka przez kolejne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. To nie jest ocena konkretnej osoby, lecz stwierdzenie faktu, o którym specjaliści mówią od lat.
Ta tragedia powinna stać się impulsem do szerszej refleksji nad odpowiedzialnością rodzicielską, wsparciem młodych rodziców oraz rolą edukacji zdrowotnej w szkołach. Od lat jako społeczeństwo uciekamy od uczciwej rozmowy o seksualności, antykoncepcji, odpowiedzialności za własne decyzje i konsekwencjach bardzo wczesnego rodzicielstwa. Tymczasem szesnastolatka, która zostaje matką, nadal jest dzieckiem w świetle rozwoju psychicznego i społecznego. Można oczywiście spierać się o programy nauczania czy zakres edukacji zdrowotnej, jednak trudno zaprzeczyć, że młodzi ludzie powinni otrzymywać rzetelną wiedzę o relacjach, odpowiedzialności, ciąży, rodzicielstwie oraz zagrożeniach związanych z alkoholem i innymi używkami. Dostęp do takiej wiedzy nie zachęca do podejmowania ryzykownych zachowań, lecz pozwala podejmować bardziej świadome decyzje. Być może właśnie dlatego warto przestać traktować edukację zdrowotną jako temat ideologicznego sporu, a zacząć postrzegać ją jako jedno z narzędzi zapobiegania ludzkim tragediom.
Nie sposób również pominąć kwestii alkoholu. Niezależnie od sytuacji życiowej, problemów rodzinnych, finansowych czy emocjonalnych, osoba sprawująca opiekę nad kilkuletnim dzieckiem powinna zapewnić mu bezpieczeństwo. Jest to absolutny fundament rodzicielstwa. Każde odstępstwo od tej zasady zwiększa ryzyko tragedii. W tym przypadku prokuratura będzie ustalała, czy istnieje bezpośredni związek pomiędzy stanem matki a zdarzeniem, jednak sam fakt sprawowania opieki nad małym dzieckiem pod wpływem alkoholu budzi uzasadnione społeczne oburzenie.
Równie istotne jest pytanie o reakcję otoczenia. W podobnych sprawach często okazuje się, że wcześniej pojawiały się sygnały ostrzegawcze, które zostały zlekceważone lub uznane za prywatny problem rodziny. Nie oznacza to oczywiście, że tak było również tym razem. Pokazuje jednak, jak ważna jest społeczna odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci. Czasami zwykła reakcja sąsiada, członka rodziny czy znajomego może zapobiec tragedii.
Dziś najważniejsze pozostaje zdrowie i życie pięcioletniej dziewczynki. To ona jest ofiarą tej sytuacji i to o nią walczą lekarze. Niezależnie od ustaleń śledztwa tragedia z włocławskiego Południa powinna jednak skłonić nas do poważnej rozmowy o odpowiedzialności dorosłych za bezpieczeństwo dzieci. Jeżeli po raz kolejny ograniczymy się wyłącznie do wyrażenia współczucia i oczekiwania na finał postępowania karnego, za kilka tygodni lub miesięcy przeczytamy podobny nagłówek z innego miasta. A przecież za każdym takim nagłówkiem stoi konkretne dziecko, którego życie i zdrowie zależy od decyzji podejmowanych przez dorosłych.
Komentarz Karoliny Klimeckiej


