W dzisiejszych czasach brak makijażu to odwaga, na którą stać niewiele kobiet, a szkoda bo to nie uroda powinna nas definiować, a to co mamy w głowie.
W sumie nie pamiętam od kiedy się nie maluje. Z pewnością z tuszem jestem na bakier od czasu maseczek, bo tusz mi się pod oczami rozpuszczał i wyglądałam wtedy jak klaun, a że nie mam czasu patrzeć w lusterko, więc postanowiłam ograniczyć możliwość wyglądania śmiesznie.
Z fluidu, podkładu, różu, cieni i innych makijażowymi duperel zrezygnowałam lata temu ze względu na prozaiczny brak czasu. Wolę napić się spokojnie kawki, zjeść w ciszy śniadanko, niż w nerwach wyginać się przed lustrem, że ta kreska taka, a tamta śmaka. Ile wcześniej bym musiała wstawać, żeby zrobić to tak jak Pan Bóg przykazał! Szkoda życia!
Patrząc ponadto na te chemiczne substancje, które znajdziemy w składach najróżniejszych kosmetycznych produktów, to ze zdrowotnego punktu widzenia, każda substancja położona na skórę przenika przez nią, zanieczyszczając nią organizm. W dobie gdzie z chemią mamy do czynienia i w jedzeniu i w picu, to ja podziękuję!
Ale powiedzmy sobie szczerze, w dzisiejszych czasach normą nie jest brak makijażu na twarzy czyli wygląd saute, a właśnie to, że wszędzie musimy go na sobie mieć, bo inaczej jesteśmy uznawane za chore (bo cera szara i podkrążone oczy) czy też niedbające o siebie czy w powszechnym mniemaniu „baby fleje”. Kiedy jakaś celebrytka bądź gwiazda wyjdzie bez makijażu na ulicę czy do sklepu staje się to obiektem obfotografowania i powszechnego komentowania – co ona z siebie zrobiła, mogłaby o siebie zadbać, jest stara i ma zmarszczki, plamy, jak mogła to zrobić!? – można przeczytać w komentarzach. Ale czy normą nie powinna być sytuacja, gdy makijaż wykonujemy tylko na uroczysty wieczór?
Temat mnie dzisiaj żywo poruszył, gdyż przeczytałam wiadomość od znajomego, że mogłabym się częściej malować – miał na myśli zapewne sobotę i chyba czerwoną szminkę i tusz? Ale poza tym nic więcej nie miałam „na sobie” z make up’u i nie uważałam, że powinnam mieć. I nadal go nie będę nosić (nawet jak piszą mi o tym mężczyźni phi!), bo nie definiuje mnie, nie określa czy jestem mądra czy głupia, stara czy młoda. Jestem sobą bez makijażu i inna nie będę. Malowanie nie spowoduje, że będę się lepiej czuć w swojej skórze czy będę szczęśliwsza! Nie, nie i nie!
I życzę każdej kobiecie, żeby miała tyle odwagi, co ja, żeby nie bać się komentarzy i spojrzeń innych i wyjść na ulicę, do znajomych czy do pracy bez makijażu. Niech ta maska, którą nakładamy na siebie jako kobiety, bo wymusza to na nas społeczeństwo, nie definiuje nas i to jakie jesteśmy, bo to tylko fasada, za którą stoi zawsze piękna dziewczyna, tłamszona przez antagonistycznie nastawione do kobiet społeczeństwo!
Zdjęcie z Pamelą pochodzi ze strony Onet.pl