W mediach społecznościowych co jakiś czas pojawia się fragment programu „Hotel Paradise”, który wywołuje lawinę komentarzy. Nie dlatego, że uczestnicy powiedzieli coś błyskotliwego, inspirującego czy zabawnego. Wręcz przeciwnie – dlatego, że poziom wypowiedzi potrafi zaskoczyć… ale raczej w negatywnym sensie.
Jedna z ostatnich wypowiedzi uczestniczki, która próbowała mówić o zawodach takich jak barber czy prawnik, stała się viralem w internecie. Wypowiedź była tak chaotyczna i pozbawiona sensu, że w sieci natychmiast pojawiły się setki komentarzy z pytaniem: czy naprawdę tak wygląda dziś telewizyjna rozrywka?
I tu pojawia się pytanie dużo ciekawsze niż sama wypowiedź uczestniczki: dlaczego takie treści w ogóle trafiają do telewizji?
Telewizja pokazuje to, co się sprzedaje
Mechanizm jest prosty i znany od dziesięcioleci. Media – czy tego chcemy, czy nie – działają według zasad rynku. Jeśli coś generuje oglądalność, emocje i kliknięcia, będzie produkowane dalej.
Ten model działania doskonale opanował Rupert Murdoch, jeden z najbardziej wpływowych magnatów medialnych świata. To właśnie jego imperium medialne pokazało, że w świecie informacji często wygrywa nie to, co najbardziej wartościowe, ale to, co najbardziej przyciąga uwagę.
Dobrym przykładem jest brytyjski tabloid „News of the World”, należący do imperium Murdocha. Gazeta przez lata sprzedawała miliony egzemplarzy, publikując sensacyjne, często skrajnie tabloidalne treści. Dopiero ogromny skandal związany z nielegalnym podsłuchiwaniem telefonów doprowadził w 2011 roku do zamknięcia tytułu.
Historia „News of the World” pokazuje jedną rzecz: jeśli publiczność kupuje sensację, media będą ją produkować.
Reality show jako współczesny tabloid
Programy typu „Hotel Paradise” działają dokładnie według tej samej logiki. Ich celem nie jest pokazywanie ludzi wybitnych, inspirujących czy intelektualnie błyskotliwych. Ich celem jest generowanie emocji, konfliktów i viralowych fragmentów.
Im bardziej absurdalna wypowiedź, tym większa szansa, że ktoś nagra fragment programu, wrzuci go do internetu i rozpocznie kolejną falę komentarzy.
Z punktu widzenia producentów programu to działa idealnie. Program żyje w mediach społecznościowych, a każda kontrowersja jest darmową reklamą.
Odpowiedzialność widza
Warto jednak pamiętać o jednej rzeczy: telewizja nie istnieje w próżni. To widzowie decydują, co oglądają. Jeśli miliony osób włączają reality show oparte na konflikcie, emocjach i intelektualnej pustce, to właśnie takie programy będą produkowane.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy program rozrywkowy musi być akademicką debatą. Rozrywka ma prawo być lekka, a nawet absurdalna. Problem zaczyna się wtedy, gdy poziom treści zaczyna przypominać bardziej internetowy mem niż rozmowę dorosłych ludzi.
Media jako lustro społeczeństwa
Programy takie jak „Hotel Paradise” mówią więc mniej o samych uczestnikach, a więcej o mechanizmie współczesnych mediów. Telewizja – podobnie jak kiedyś tabloidy – bardzo dobrze wie, że kontrowersja i emocje sprzedają się najlepiej.
A skoro się sprzedają, to będą produkowane.
Pozostaje tylko pytanie, które każdy widz musi zadać sobie sam: czy naprawdę tego właśnie chcemy od współczesnej rozrywki?


